The Game

The Game Do 1978 roku Queen na każdym albumie podkreślało, iż nie używa syntezatorów; iż wszelkie dźwięki słyszane przez słuchacza są dźwiękami „żywych” instrumentów. Posiadając w zespole kogoś takiego jak Brian May - rzeczywiście wydawało się, iż nie ma potrzeby sięgać po syntetyczne środki. Ale przyszły lata 80. Zmian miało być dużo...

Freddie radykalnie zmienił swój image. O ile we wcześniejszych latach można było tylko kwestionować jego upodobania seksualne, tak przy okazji wydania THE GAME Mercury pozbawiał wszelkich złudzeń - skóra, połączona później z wąsami (w stylu Burta Reynoldsa) to był (i ciągle jest) archetypowy wręcz wygląd gejów, zwłaszcza na scenach w Monachium i Nowym Jorku - miastach, w których Freddie spędzał najwięcej czasu. Ba - ten album został w większość zarejestrowany właśnie w stolicy Bawarii. To oczywiście pociągnęło za sobą zmianę producenta - po raz pierwszy za konsoletą usiadł Mack.

Album nagrano w dwóch podejściach, między koncertami. W ogóle sesja była owocna - podobno nagrano wystarczająco materiału żeby zapełnić dwa albumy. Tym bardziej zdumiewa fakt, iż otrzymaliśmy ledwie 35 minutowy longplay! Część została wykorzystana później przez Rogera na jego solowej płycie FUN IN SPACE, część na zawsze powędrowała do archiwum. To, co wydano...

Freddie Brian John Roger Już pierwsze dźwięki zwiastują zmiany - syntezatorowy wstęp do PLAY THE GAME. Zastanawia kilka rzeczy - po co? Jest to brzmienie, które z łatwością Brian mógłby wydobyć ze swojej gitary przy użyciu sprzężeń i efektów. W dodatku po 25 latach - jest trochę komicznie, bardzo się zestarzało... Nie jest to też wstęp bardzo potrzebny, cokolwiek wnoszący. Ba - swym świdrującym tonem wręcz irytuje... Sama piosenka do złych na pewno nie należy - pod lekką zdawałoby się melodią ukryte są ciekawe sekwencje akordów, bardzo trudna linia wokalna i efektowne (jak zwykle) harmonie wokalne. Produkcja i aranżacja są bardzo surowe i jest to znakomite wprowadzenie do albumu.

Prawdziwie surowe brzmienie poznajemy jednak dopiero przy okazji kolejnego utworu - DRAGON ATTACK. Jest to rewelacyjny riff basowy, napisany jednak przez Briana (także - ulubiona piosenka Johna w całym katalogu Queen!), poparty oszczędną grą perkusji i dyskretną gitarą - ciężej robi się w refrenie. Potem jeszcze potężne chórki, niezwykle efektowne popisy poszczególnych instrumentalistów (krótkie solo na perkusji i basie). Cały utwór aż skrzy się od pomysłów aranżacyjnych, przy ciągle jednak zachowanej niezwykłej surowości. Bardzo ciekawy fragment późniejszych koncertów Królowej.

ANOTHER ONE BITES THE DUST zna chyba każdy - kolejny rewelacyjny riff basowy (John jest chyba najbardziej widoczny na tym albumie), funkowa i niezwykle sucha perkusja (Roger słynny jest raczej z bardzo przestrzennego brzmienia swojego zestawu), znowu dyskretna, choć ciekawie brzmiąca gitara. I ta melodia, znana chyba każdemu. Zasłużenie wielki hit - najlepiej sprzedający się w historii zespołu singiel! Następujące po nim NEED YOUR LOVING TONIGHT zupełnie zmienia nastrój - wesoły, skoczny rock'n'roll, z lekkim ukłonem także w stronę popu późnych lat 70 (Electric Light Orchestra?) - znalazło się jednak i miejsce na bardzo efektowny drapieżny riff Briana.

Na tej płycie wielkich hitów nie brakuje. CRAZY LITTLE THING CALLED LOVE to bezpretensjonalne rockabilly, znane - znowu - chyba każdemu. Oparty na trzech akordach utwór wydaje się być oddalony od BOHEMIAN RHAPSODY o lata świetlne, aż ciężko uwierzyć, iż oba napisała ta sama osoba. Freddie nawet brzmi trochę jak Elvis, użycie przez Briana Telecastera do nagrania gitarowego solo tylko pomogło w utrzymaniu stylistyki połowy lat 50. Klasyk.

Wstęp do ROCK IT to piękna ballada, w stylu amerykańskich zespołów jak Boston czy Chicago, potem jednak przechodząca do zaśpiewanego przez Rogera ostrego utworu. Utwór dość przeciętny, znowu słyszymy jakieś dźwięki syntezatora, po latach bardzo archaiczne. DON'T TRY SUICIDE to Queen próbujące wkroczyć na obszar zarezerwowany dla Police - new wave przechodzący w refrenie w typowy rock'n'roll (znowu!). Banalny tekst, oszczędna aranżacja - jest to piosenka, którą łatwo zapomnieć. Nie można tego jednak powiedzieć o lirycznym SAIL AWAY SWEET SISTER, pięknej balladzie zaśpiewanej przez Briana, z bardzo ładną linią basu i ciekawą gitarowym opracowaniem - orkiestracje są jakby przypomnieniem czasów A NIGHT AT THE OPERA.

COMING SOON to kolejny z utworów, którym ciężko będzie przekonać do Królowej sceptyków. Nijaka melodia, ciekawe harmonie wokalne na tle jednak dość chaotycznego podkładu dudniącej perkusji. Refren wydaje się być już w ogóle bardzo niedopracowanym... Na szczęście album kończy się kolejnym wielkim przebojem, jedną z najlepszych ballad Maya - SAVE ME. Utwór łączy subtelną, refleksyjną melodię na tle pianina z ostrym, gitarowym wołaniem o pomoc w refrenie. Piękny tekst to opisana z punktu widzenia kobiety historia rozstania dwojga kochanków. Piękne zakończenie.

THE GAME okazało się najlepiej sprzedającym się albumem w historii zespołu, popularnym zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Na pewno jednak nie jest najlepszym. Ilość wielkich przebojów tutaj zawartych na pewno pomogła w promocji; oszczędne brzmienie i surowość przekazu były ukłonem w stronę amerykańskiej publiczności. Jednak jest to album bardzo nierówny - obok wielkich przebojów, które są bardzo udanymi kompozycjami (to nie zawsze idzie w parze) jest tu też kilka piosenek wyraźnie słabszych. Czy warto się z nim zapoznawać? Na pewno - ale zdecydowanie nie w pierwszej kolejności.

Jak historia pokazała miał to być ostatni wielki album Królowej po drugiej stronie Atlantyku. Dla wielu - już i on zwiastował nadejście „chudych” lat. I o ile aż taka surowa ocena wydaje się niesprawiedliwa, na próżno szukać tu brzmień znanych nam z A NIGHT AT THE OPERA czy QUEEN II. Cóż - nic już nigdy nie miało być takie samo.

CIEKAWOSTKI:

Sesja była owocną, ale stosunkowo niewiele o tych nagraniach jednak powszechnie wiadomo. Jedno z nagrań z 1980 roku zostało użyte na płycie MADE IN HEAVEN - mowa oczywiście o IT'S A BEAUTIFUL DAY, w oryginale jedynie wokal i pianino. W archiwach ciągle leżą alternatywne wersje kilku piosenek - ROCK IT zostało zaśpiewane w całości zarówno przez Rogera jak i Freddiego. Brian zaśpiewał CAŁE SAIL AWAY SWEET SISTER. Mówi się o wykonanej przez gitarzystę wersji DRAGON ATTACK. Jeden z utworów ukazał się jako strona B singla PLAY THE GAME - wykonany przez Rogera, całkiem udana ballada A HUMAN BODY. Wreszcie - na niedawno wydanym DVD-A znalazła się odrobinę inna wersja utworu COMING SOON - powód był jednak prozaiczny; nikt nie potrafił odnaleźć oryginalnej taśmy matki! W ogóle wydawnictwo DVD-A jest bardzo ciekawą pozycją w dorobku zespołu - surround udowadnia, iż mimo uproszczonych aranżacji w tych utworach ciągle dużo się dzieje. Warto szukać.

Zobacz też: dyskusja na temat płyty na forum queen.pl

Powrót do strony głównej