Sheer Heart Attack Sheer Heart Attack Mówi się, że potrzeba jest matką wynalazków. W przypadku QUEEN dramat gitarzysty z roku 1974 sprawił, iż zespół odnalazł swoje własne brzmienie i - przede wszystkim - wypracował metodę pracy w studiu. Na poprzednich dwóch płytach gitara zazwyczaj była jednym z instrumentów rytmicznych, nagrywana jako część podkładu, na który dopiero potem dodawany był śpiew Mercury'ego i solo. Jednak tym razem zespół zmuszony został pracować inaczej. Podczas amerykańskiej trasy promującej QUEEN II Brian zachorował na żółtaczkę i tournee trzeba było przerwać. Zespół powrócił do studia by nagrać trzecią płytę i nagle Brian ponownie powędrował do szpitala, tym razem z powodu wrzodów - potrzebna była operacja. Zdążył w międzyczasie napisać i nagrać z grupą kilka ostrzejszych kompozycji, ale potem pozostała trójka pracowała już sama. Nagrano podkłady nowych piosenek (których Brian nawet jeszcze nie słyszał) używając pianina, basu i perkusji (czasami też gitary akustycznej na której grał John). Kolejnym krokiem było zapisanie na taśmie wokalu Freddiego i dopiero potem, gdy May wrócił ze szpitala - gitary. W rezultacie ten ostatni zmuszony był użyć swojego instrumentu zupełnie inaczej, niemalże napisać / zagrać drugą melodie! Mając pełną swobodę, jego gitara „zaśpiewala” i ten sposób tworzenia nowych kompozycji (z wyjątkiem ostrzejszych utworów) pozostał z QUEEN na długie lata... Powstała bowiem płyta niezwykle udana i przebojowa.

Rozpoczyna ją jednak kompozycja bardziej tradycyjna, ostry BRIGHTON ROCK zaśpiewany przez Freddiego niemalże w całości falsetem (choć przyspieszono też taśmę aby jego głos zabrzmiał jeszcze wyżej). Utwór był tak naprawdę pretekstem do nagrania kilkuminutowego sola na gitarze z użyciem kamery pogłosowej - pomysł zarzucony podczas nagrywania pierwszej płyty i utworu SON AND DAUGHTER. Jednak już druga piosenka to właśnie przykład „nowego” QUEEN - jeden z najbardziej znanych ich singli, KILLER QUEEN. Tym razem, w odróżnieniu od QUEEN II, zespół przebogatą strukturę skontrastowal odrobinę „brudniejsza” produkcją - efekt był niezwykle udany, utwór stał się dużo bardziej neutralny i przystępny. Efektowne solo na gitarze to kilka równocześnie nagranych ścieżek, zaś harmonie wokalne w wykonaniu Briana, Freddiego i Rogera po raz pierwszy zostały idealnie wybalansowane; trudno nie poddać się niezwykłemu urokowi tej piosenki.

Kolejnym utworem jest TENEMENT FUNSTER, pierwsza bardzo udana kompozycja Rogera - strukturalnie ciągle może jeszcze prosta i naiwna, ale zaśpiewana z pasją i ze świetnym solem Briana. Utwór płynnie połączony jest z kolejnym dziełem Freddiego, niezwykle udanym i mrocznym FLICK OF THE WRIST. Bardzo stylowa piosenka, pełna niesamowitych zagrywek Maya - to chyba najlepszy przykład „nowego” stylu, w którym gitara jest potraktowana niemalże jako drugi głos. Melodia zapada na długo w pamięci - niezrozumiałym jest fakt, iż tak dobry utwór nigdy nie stał się hitem. Zaraz po nim niepostrzeżenie rozpoczyna się miniatura Mercury'ego, niezwykle dramatyczna, przecudna ballada LILY OF THE VALLEY o bardzo poetyckim, pięknym tekście, zapowiedź takich piosenek jak YOU TAKE MY BREATH AWAY z A DAY AT THE RACES czy MY MELANCHOLY BLUES z NEWS OF THE WORLD.

NOW I'M HERE, napisane przez Briana podczas pierwszej wizyty w szpitalu to hard-rockowa kompozycja - świetny riff, dużo efektownych solówek, chwytliwa melodia. Bardzo kontrastuje z teatralnym utworem Freddiego IN THE LAP OF THE GODS - bombastyczny wstęp (z niesamowitym popisem wokalnym Rogera) do bardzo melodyjnej ballady zaśpiewanej zniekształconym studyjnie głosem; melodramatyczne harmonie wokalne w refrenie przyprawiają o dreszcze, jeszcze bardziej zaś zapadają w pamięci zwierzęco dzikie „krzyki” Rogera. Bardzo niedoceniona, niezwykle udana kompozycja. Kolejny utwór to doskonale znany fanom QUEEN i Metalliki riff - STONE COLD CRAZY, utwór który wyprzedził trash-metal o jakieś 10 lat. W przeciągu 2 minut udało się w nim zawrzeć tyle energii i dynamiki, ile wiele zespołów bezskutecznie stara się umieścić na całej płycie. Jeden z najmocniejszych akcentów całej płyty, być może i całej kariery. DEAR FRIENDS to kolejna, melodyjna fortepianowa miniatura, po której mamy okazję poznać pierwszą napisaną przez Johna balladę, niezwykle urocze i bardzo charakterystyczne dla tamtego okresu MISFIRE. Szybko jednak z popu lat 70 przechodzimy do muzyki lat... 20! Ragtime BRING BACK THAT LEROY BROWN to chyba największa ekstrawagancja QUEEN, gdzie Brian gra solo na... banjo, tudzież ukelele. Bardzo złożona kompozycja, niezwykle rytmiczna i dynamiczna; nagranie jej zajęło zespołowi cały tydzień! Następujące po nim lekko Floydowskie, odrobinę psychodeliczne SHE MAKES ME jest chyba najsłabszym utworem w zestawie. Zaśpiewany przez Briana jest chyba odrobinę za długi, choć z drugiej strony stanowi znakomite wprowadzenie do wielkiego finału - IN THE LAP OF THE GODS...REVISITED. Kolejna wspaniała ballada Mercury'ego, ze zmuszającym do wspólnego śpiewu refrenem, jakby przedsmak WE ARE THE CHAMPIONS. Mocne zakończenie niedocenionej chyba należycie, bardzo dobrej płyty.

Czy warto zapoznać się z tą pozycją? Po stokroć TAK! Jest to jedna z najbardziej klasycznych i charakterystycznych płyt QUEEN. Nie tylko nie zniechęci ona do muzyki Królowej, ale prawie na pewno sprawi, iż po jej wysłuchaniu rzesza oddanych fanów powiększy się o kolejną osobę...

Ciekawostki:

Sheer Heart Attack Przedostatnia (piąta) sesja dla BBC odbyła się w tamtym właśnie okresie - zespół nagrał „robocze” wersje czterech utworów - STONE COLD CRAZY, NOW I'M HERE, TENEMENT FUNSTER i FLICK OF THE WRIST. Pierwszy niewiele różni się od zawartej na płycie wersji, drugi - ze słabszym wokalem Freddiego, ale za to ciekawymi zagrywkami na gitarze, których na próżno szukać na albumie. Kompozycja Taylora instrumentalnie identyczna do tej z S.H.A., z odrobinę innym frazowaniem wokalnym perkusisty. Wreszcie ostatni - nagrany przez Freddiego trochę ostrzej, „brudniej”. Generalnie, ta sesja zbyt wiele nie wnosi do tego, co o zespole powszechnie wiadomo.

Znacznie ciekawsze rzeczy pozostają w archiwach - STONE COLD CRAZY to pierwszy zagrany przez zespół utwór na żywo, jeszcze w roku 1971, aczkolwiek w innej zupełnie wersji. W ogóle utwór pochodzi z repertuaru Wreckege, zespołu, w którym wcześniej śpiewał Freddie, ale z oryginału pozostało bardzo niewiele. Te wcześniejsze podejścia gdzieś istnieją na zakurzonych taśmach. Tytuł płyty został wzięty od innego utworu, który jednak nie został ukończony na czas - pojawił się dopiero 3 lata później, na szóstej płycie zespołu. Ta wczesna wersja SHEER HEART ATTACK, całkowicie zaśpiewana przez Rogera, również jest przedmiotem plotek.

Zobacz też: dyskusja na temat płyty na forum queen.pl

Powrót do strony głównej