Made In Heaven

Made In Heaven Made In Heaven... Czy można wyobrazić sobie trafniejszy tytuł tej płyty...? Czy można wyobrazić sobie album o większym ładunku emocjonalnym niż ten, zawierający utwory nagrane przez umierającego na AIDS człowieka, zaledwie na trzy tygodnie przed śmiercią...? Wreszcie - czy można wyobrazić sobie próbę opisania takiego wydawnictwa nie ocierając się o banał...?

O pewnych płytach trudno mówić lub pisać - ich po prostu trzeba DOŚWIADCZYĆ samemu. Made In Heaven do takich właśnie należy. Wydana w roku 1995 jest hołdem trzech żyjących muzyków Królowej dla zmarłego wokalisty, który tuż przed śmiercią zdążył jeszcze zarejestrować (podczas niezwykle dramatycznej, wręcz traumatycznej sesji) trzy nagrania. Uzupełniono je o nie wydane wcześniej taśmy z poprzednich sesji i dwa utwory solowe Mercury'ego - wszystko w zupełnie nowych aranżacjach, nagranych przez Taylora, Maya i Deacona na przestrzeni 1993 i 1994 roku. Powstało w ten sposób dzieło niezwykłe - szlachetne i bardzo, bardzo osobiste; jak mało które wcześniejsze dzieło Queen...

Freddie i Roger Płytę rozpoczyna i kończy ten sam utwór (choć w różnych opracowaniach) tworząc przepiękna klamrę - IT'S A BEAUTIFUL DAY, miniatura otwierająca album jest znakomitym wprowadzeniem do nastroju całego wydawnictwa. Tytułowy utwór to znakomite, dramatyczne opracowanie Maya - epicki rozmach tchnął w starą solową piosenkę Mercury'ego nowego ducha, rzucając zupełnie nowe światło na tekst. Bardzo udana kompozycja, a przecież to dopiero początek... LET ME LIVE wyróżnia się nie tylko tym, iż każda zwrotka zaśpiewana jest przez innego wokalistę - Freddiego, Rogera i Briana. Ten niezwykle porywający gospel to stylistyczne nawiązanie do SOMEBODY TO LOVE z czasów A Day At The Races. Wreszcie - pierwsza z trzech kompozycji pochodzących z października 1991, chyba najbardziej też przejmująca. I nie tylko dlatego, iż zawiera OSTATNIĄ zarejestrowaną przez Mercury'ego ścieżkę wokalu w ogóle... MOTHER LOVE - bo o tej pieśni mowa - to niezwykle szlachetny utwór, w którym balladowy charakter zwrotki i głęboki, zadumany baryton Freddiego wspaniale kontrastują z dramatycznym, rozdzierającym wręcz serce fragmentem środkowym, absolutnym „tour de force” w katalogu zespołu, nieludzkim wręcz popisem wokalnym umierającego przecież człowieka. Ostatniej zwrotki nie zdążono już zarejestrować, więc - na wyraźne życzenie Mercury'ego - niezwykle subtelnie „dośpiewał” ją May.

Nastrój trochę psuje kolejne nagranie - „nowa” wersja MY LIFE HAS BEEN SAVED. To utwór sztampowy, mało odkrywczy, wręcz jakby niedopracowany. Także nowa aranżacja sprawia wrażenie zrobionej naprędce, przy użyciu zbyt oczywistych środków - nic nie wnosi do konstrukcji całej płyty. Jednak już w chwilę później wszystko wraca do normy - Królewska wersja I WAS BORN TO LOVE YOU kipi energią i brzmi jakby nagrana w studio wspólnie, w atmosferze niezwykle luźnej zabawy; jakże rożne od prawdy...

Freddie i Brian W HEAVEN FOR EVERYONE słychać przestrzeń i zadumę; bardzo udana chwytliwa melodia doczekała się należytej produkcji sprawiając, iż została wybrana na zapowiadający album singiel, z bardzo dobrym zresztą skutkiem... Ballada TOO MUCH LOVE WILL KILL YOU to kompozycja znana już od 1992 z pięknego wykonania Briana na jego solowej płycie Back To The Light, jednak wersja całego zespołu nieco rozczarowuje - ciągle zachowany jest klimat zadumy i refleksji, ale też całość wydaje się mieć najbardziej popowe oblicze - być może szkoda iż nie użyto prawdziwego pianina zamiast syntezatorów? Dwa kolejne utwory to znowu rzeczy pochodzące z OSTATNIEJ sesji. Pierwsza to dyskotekowe YOU DON'T FOOL ME, ukłon w stronę okresu Hot Space, niezwykle melodyjne i taneczne, dynamiczne, z naprawdę wyśmienitym solo Maya - zasłużenie wielki hit. Druga to WINTER'S TALE, ostatnia w całości napisana przez Mercury'ego kompozycja. Dominują bajkowy klimat i przecudne harmonie wokalne, jakby ze snu... Przewspaniała pieśń, kolejna lektura obowiązkowa - jedynym porównaniem mogłaby być... Enya!!! Wreszcie - zamknięcie klamry, zakończona mocniejszym akcentem repryza IT'S A BEAUTIFUL DAY. Potem - dla wytrwałych i cierpliwych - dwudziestominutowa coda, bardzo w stylu Tangerine Dream, swoiste pożegnanie ze słuchaczem. Jak z innego świata - tytuł przecież zobowiązuje...

Dla każdego fana Królowej posiadanie tej płyty jest obowiązkiem. Dla niewtajemniczonych - bardzo, bardzo osobista płyta, pełna referencji do wcześniejszych dokonań, niezwykle oryginalna, nie podobna do żadnego innego wydawnictwa sygnowanego nazwą Queen... Niemożliwe jest na jej podstawie zaznajomienie się z królewskim stylem. Oczywistym jednak jest po jej wysłuchaniu docenienie niezwykłego talentu czwórki (tak - czwórki) brytyjskich muzyków, przez ponad dwadzieścia lat tworzących jeden z najważniejszych zespołów rockowych wszechczasów...

Ciekawostki:

Freddie i John IT'S A BEAUTIFUL DAY to kompozycja sięgająca jeszcze roku 1980 i sesji The Game. LET ME LIVE to z kolei owoc sesji Hot Space - co ciekawe oryginalnie nagrany z udziałem... Roda Stewarta i Jeffa Becka!!! MY LIFE HAS BEEN SAVED to okres The Miracle - w 1989 roku utwór ten (w dużo ciekawszej aranżacji) był stroną B singla SCANDAL. Z tej samej sesji pochodzi TOO MUCH LOVE WILL KILL YOU i wtedy zostało ocenione jako nie pasujące do albumu. Najpierw Brian wykorzystał ją na swoim solowym albumie (to on był jej współautorem), potem zespół przypomniał sobie o wersji demo Freddiego i uzupełnił ją nową aranżacją. HEAVEN FOR EVERYONE Taylor napisał jeszcze w roku 1986, podczas sesji A Kind Of Magic. Odrzucona przez zespół kompozycja znalazła się na albumie zespołu THE CROSS Shove It, w którym funkcję lidera pełnił Taylor właśnie. Jednak oryginalne opracowanie było niezwykle „plastikowe” i banalne - dowód na to, iż kiepska produkcja może zniszczyć najlepszą nawet melodię... Oryginalne opracowania I WAS BORN TO LOVE YOU i MADE IN HEAVEN można znaleźć na solowym albumie Mercury'ego Mr. Bad Guy.


Zespół „nagrywając” Made In Heaven nie wiedział co dokładnie znajduje się w archiwach. Po wydaniu tej płyty zatrudniono więc Grega Brooksa, w celu uporządkowania „zapomnianych” taśm. Od tamtego czasu wiele utworów zostało na nowo odkrytych, wiele niedokończonych i - według Briana - niezwykle ciekawych pomysłów na nowo ujrzało światło dzienne... W kręgach zbliżonych do Maya i Taylora mówi się o możliwości powstania jeszcze jednego takiego projektu jak MIH - jeśli nie całego albumu, to przynajmniej kilku utworów... Przyszłość pokaże...

Zobacz też: dyskusja na temat płyty na forum queen.pl

Powrót do strony głównej